Mowa Roshiego Kuuna z 19.10.2025

Kuun: przeczytam, przekładając na język polski większe fragmenty mowy Roshiego Jakusho Kwonga z 22 sierpnia tego roku (2025).

 Roshi: dedykuję tę mowę Zenobii Tetsuro Barlow. Zenobia była członkiem naszej Sanghi w pierwszych latach. Wtedy i przez kolejne 50 lat w kryzysowych sytuacjach pomagała nam zbierać pieniądze na utrzymanie i stabilizowanie świątyni. Kiedyś powiedziała grupie biznesmenów, starając się ich przekonać, żeby ofiarowali trochę grosza: „oni muszą robić coś dobrego”. Teraz Zenobia jest bliska śmierci. Nie może mówić, a zawsze bardzo lubiła mówić, nie widzi, ale słyszy, więc mam nadzieję, że teraz słucha. Również inni ludzie teraz mogą być w szpitalach.

Kuun: tutaj obok nas, na Marszałkowskiej był dziś w nocy koszmarny wypadek. Uber na pełnym gazie wjechał w wyjeżdżający ze Wspólnej radiowóz policyjny. Czterej policjanci i kierowca Ubera są w ciężkim stanie w szpitalu.

Roshi: nasza praktyka nie powinna być odizolowana, indywidualistyczna, powinna być otwarta, powinniśmy medytować ze wszystkimi i z wszystkim. Nie zamykać się w sobie, nie zamykać się w naszym Zendo, nie zamykać się w pokoju, na naszej poduszce. Praktyka powinna obejmować wszystko, żebyśmy mieli poczucie, że medytujemy z całym światem.

Kuun: na przykład, gdy się słyszy dźwięki: najpierw słyszy się najgłośniejsze, najbardziej wyraźne dźwięki, ale w miarę jak się medytuje, słyszy się coraz dalsze, coraz dalsze, coraz dalsze…. Pojawia się wtedy poczucie, że medytuje się w otwartej przestrzeni, nie tylko tutaj, gdzie się siedzi, ale właśnie ze wszystkim co jest wokół. Coraz cichsze i cichsze dźwięki. Coraz dalsze…

Tutaj Roshi wtrąca, że powinna być etykieta dotycząca słuchania mowy on-line. Należy się pokazać, nie wystarczy imię. Nie powinno się zajmować jednocześnie czymś innym, nie powinno się uczestniczyć w piżamie itd.

Roshi: naprawdę jest głębokie i cudowne studiowanie Sutry Lankavatara. Sutra oznacza Nauki Buddy. Nauki, które radują ludzkie serca, zaspokajają tęsknoty i koją cierpienia. Ponieważ w Sutrze mówi się, że Pięć Dharm, Osiem Świadomości i Dwa Rodzaje Nie-Ja [Nie-Jaźni] są całkowitym nauczaniem mahajany. Nie byłem świadomy tych zasad. Możecie przeczytać o Ośmiu Świadomościach w małej książeczce The Way of Zen. Jest istotne, w jaki sposób tych Osiem Świadomości rozpuszcza się w zazen, poprzez zazen. To jest esencja, istota medytacji. Zazen rozpuszcza przeciwieństwa, rozpuszcza wszystko. To jest nie-dwoistość. Pierwsze pięć z tych Ośmiu to zmysły: widzenie, słyszenie, powonienie, smak i dotyk. Szósta zawiera świadomość mentalną tych pierwszych pięciu. Szósta forma Świadomości reifikuje, urzeczowia pięć zmysłów w świadomość konceptualną: w wolę, rozróżnienie i pamięć. Siódma jest samoświadomością. Ósma nazywa się repozytorium, jakby magazyn. Każda myśl, każde słowo, każde działanie wpadają do tego repozytorium. Energia nawyku jest bardzo subtelna.

Kuun: nawyk wynika z tego, tak rozumiem, co jest w tym repozytorium, czyli powtarzanie tego, co już kiedyś było, co się zdarzyło, co się już wie, co się już wymyśliło, modelu, który się ma w sobie.

Roshi: jesteśmy ograniczeni energią nawyku. Jesteśmy ignorantami, niczego się nie nauczyliśmy.

Kuun: ciągle powtarzamy te same błędy. Czyli nie odpowiadamy bezpośrednio na rzeczywistość taką jaka jest tylko odpowiadamy nawykowo. Na przykład mamy katastrofę klimatyczną, katastrofę hydrologiczną i wiele innych katastrof i wydawałoby się, że to czas, kiedy należałoby się zjednoczyć, należałoby podjąć wspólne działania, a właśnie wtedy świat się fragmentuje i konfliktuje.

Roshi: mając doświadczenie wielkiego cierpienia w przeszłości, nadal walczymy i zabijamy się nawzajem. Naprawdę jesteśmy głupcami. Powinniśmy być świadomi tego, co robimy, jakie są nasze nawyki, dlatego że brak świadomości nawyków, to, że robimy coś nawykowo utrwala nasze cierpienie. Kiedy siedzimy w zazen, to udajemy się do miejsca, gdzie jest przestrzennie, spokojnie i cicho, gdzie umysł nie pędzi. Można to nazwać cichym świeceniem. Dlatego ludzie przywiązują się do siedzenia w zazen. Umysł cieszy się tym spokojem i nieruchomością. Kiedy siedzimy w zazen, myślenie zaczyna topnieć, w naturalny sposób rozpuszcza się. Jeżeli jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. W Zendo czy na zewnątrz zendo musimy być tu, gdzie jesteśmy. Popatrzcie na pierwszych pięć kanji w Sutrze Serca: kan, ji, zai, bosatsu. Kan oznacza kontemplację. Kontemplacja to nie jest myśleniem o czymś czy reflektowanie. To jest jak wyzerowanie kalkulatora, Ji to ja czy jaźń, Zai to jest tu, gdzie jestem. Kan, ji, zai: kontemplowanie tu, gdzie jestem. I bosatsu – oświecona istota. To się odnosi do ciebie. Ty jako oświecona istota. Ty jesteś oświeconą istotą, która się urzeczywistnia. Jakżeż byś mógł urzeczywistnić siebie, jeżeli nie byłbyś już oświecony? Cudowne jest, że te Osiem Świadomości się rozpuszcza, roztapia się. Poprzez wytrwałość, powtarzalność siedzenia w zazen. One się rozpuszczają czy roztapiają w cztery mądrości. Twoje pięć zmysłów i twój umysł to jest pierwszych sześć. Siódma to jest samoświadomość. I ta samoświadomość się rozpuszcza czy roztapia w niepodzielność. Wszystko będzie miało równą wartość, bez rozróżnienia. I to oznacza nie dwoistość. Ta niepodzielność transformuje się czy też roztapia się we współczucie. Ósma Świadomość, ta repozytoryjna świadomość, także się rozpuszcza w Tathāgata garbha albo w łono Buddy, które się odnosi do takości albo do ostatecznej rzeczywistości, albo do Wielkiego Okrągłego Lustra. I wtedy stajesz się wolny, wyzwalasz się od pojęcia Ja. To jest urzeczywistnienie, nie dwoistość. Jjesteś uwolniony od pojęcia Ja, od tego co myślisz, że tym jesteś. To jest metafora naszego wewnętrznego, pierwotnego klejnotu, który jest z nami od zawsze. Ten klejnot jest owinięty w brudną szmatę i rzucony na pobocze drogi. Przechodzimy koło niego codziennie. A ta szmata może być właśnie Ośmioma Świadomościami. To może być idea czy pojęcie praktyki zen. Nasz klejnot jest owinięty w nasze myśli, nasze pojęcia na temat tego czym jest praktyka zen. Owinięte w to wszystko i rzucone na pobocze drogi. Innymi słowy to jest dokładnie przed tobą. Koreańczycy mają powiedzenie, że Dharma zachodzi tak jak zachodzi słońce. Odbywa się to dokładnie przed tobą. Trzy rzeczywistości, nie koncepty, nie pojęcia, są Pięcioma Dharmami, Ośmioma Świadomościami i Dwoma Nie-jaźniami. To są trzy zasady całej tradycji mahajany. Powinniśmy poznawać je przez nasze siedzenie w zazen. W ten sposób rozpuszczą się pożądliwość, chciwość, nienawiść, zamieszanie i ignorancja.

Wszystko jest projekcją. Zen jest projekcją. Wszystko w twoim umyśle jest projekcją. Aż do czasu, kiedy to urzeczywistnisz. Wszystko co myślisz jest projekcją. To co nie jest projekcją jest przestrzenią, nirwaną, nie dwoistością, czymś nieuchwytnym, nieuchwytną takością. Te pięć są niestworzone, niewyprodukowane przez nasz umysł. Jeszcze jedno imię Buddy to Tathāgata. Tłumaczy się na je na „tak przybyło, tak przeminęło”. Oznacza wielość, która oznacza ostateczną rzeczywistość nie ma przychodzenia i nie ma odchodzenia. To jest tak, jak kiedy zajmujesz się dzieckiem, nie wiesz, kiedy dziecko przychodzi, a kiedy odchodzi. Kiedy ono idzie, to nawet ono nie wie, czy przychodzi, czy odchodzi. A więc nieprzychodzenie i nieodchodzenie. I potem Tathāgata ogłasza, że to cierpienie ma przyczynę. Jest przyczyna cierpienia i jest koniec cierpienia, koniec tworzenia cierpienia. Rozumiesz to nie przez myślenie, ale poprzez bezpośrednie urzeczywistnienie nauki Buddy, poprzez swoją praktykę zen. Wtedy twoje życie zmienia się całkowicie. Można powiedzieć, że to jest cel Dharmy, którego nie można się nauczyć ani którego nie można kogoś nauczyć. To może być tylko urzeczywistnione poprzez praktykę. Nie można tego stworzyć ani poznać. Pozwalasz myślącemu umysłu uwolnić się od nawyku. To jest jedyna droga. Jedyny sposób. To jest przejście przez Bramę Góry.

Takość to interesujące słowo. Nie używa się go zbyt często. Zwykle słyszysz słowo pustka, która oznacza minus – czegoś nie ma. A takość to jest plus – coś jest. Takość przekracza projekcję. To jest bardziej pozytywny sposób mówienia o pustce. Po japońsku to neyo neyo – to jest rzeczywiste, to jest prawda. To jest na pewno, jest ostateczne, samoistnienie albo samo natura. Ale kiedy mówię o tym wam, to w dalszym ciągu to jest projekcja, dlatego, że musicie to urzeczywistnić. I nie mam już więcej do powiedzenia.

 Kuun: Roshi często mówi o projekcji. Gdy widzimy coś czy słyszymy to natychmiast to nazywamy. Nie widzimy tego tym, czym jest, tylko widzimy to przez pryzmat naszych pojęć, naszych doświadczeń, wiedzy, przez pryzmat modelu, który mamy w naszym umyśle. Nie widzimy bezpośrednio. Natomiast zen to właśnie widzieć bezpośrednio. Widzieć rzeczy takimi jakimi są. Roshi Suzuki mówił, widzieć rzeczy takimi jakimi jest. Nie mówił, że jakimi są tylko jakimi jest. To jest widzenie bezpośrednio. W codziennym życiu zdarza się, że widzimy rzeczy bezpośrednio: kiedy na przykład nas coś zaskoczy. Zanim zdążymy pomyśleć, zanim zdążymy to nazwać to jest to bezpośrednie doświadczenie. Można powiedzieć o praktyce, że to jest droga do doświadczania rzeczywistości taką jaka jest, czyli, żeby właśnie rozpuszczać, roztapiać projekcje. Zazen polega na roztapianiu projekcji, na roztapianiu tego co nas oddziela od świata. W codziennym życiu cały czas nazywamy rzeczy, widzimy świat poprzez nasze pojęcia, nasze założenia, dotychczasową wiedzę. Nie widzimy go takim, jakim jest, tylko projektujemy i w ten sposób obcujemy na co dzień z wytworami własnego umysłu. To nie jest rzeczywiste, to jest pewna fikcja, którą produkuje nasz umysł. Nasze myśli, nasze nazwy. Gdy widzimy górę i jak pomyślimy, że to jest góra, to już to nie jest góra, to już jest nasze pojęcie o górze, to, co wiemy na temat góry, co nazywamy górą. Zazen jest drogą do tego, żeby widzieć rzeczy takimi jakimi są. To, co Roshi nazywa roztapianiem czy rozpuszczaniem to jest dokładnie to, co robimy siedząc w zazen. Siedzimy w wyprostowanej pozycji, siedzimy na wyrostkach kulszowych, mamy proste plecy i nie poruszamy się. Ta wyprostowana pozycja oznacza również lekkie cofnięcie brody, jakby się chciało dotknąć karkiem do kołnierzyka koszuli. Szyja z tyłu się wydłuża i uszy znajdują się w jednej linii z ramionami. Warto o tym pamiętać i szczególnie jak się ma w zazen dużo myśli, przywrócenie właściwej postawy, właściwe ułożenie głowy może sprawić, że umysł zwolni. Albo nie, jak mówi Roshi Suzuki. Więc teraz siedzimy nieporuszenie, w wyprostowanej pozycji i koncentrujemy uwagę na wydechu. Kiedy koncentrujemy uwagę na wydechu, kiedy jesteśmy świadomi wydechu, to wydech rozpuszcza myśli, „oddech wymiata myśli” [kaligrafia Roshiego Kwonga]. W trakcie wydechu myśli jest coraz mniej, coraz mniej, coraz mniej. Można powiedzieć, że jest coraz mniej Ja. Jeżeli się uda utrzymać uwagę do samego końca wydechu, a nawet tuż za koniec wydechu, to tam nie ma myśli, więc nie ma Ja. Tego Ja, które jest oddzielone od świata, tego co myślę, że tym jestem. Zwykle identyfikujemy się z tym co myślimy i czujemy, więc jeśli nie ma myśli, nie ma uczuć to jakby nas nie było. Nie ma Ja oddzielonego od świata, jestem połączonym ze wszystkim, nie jestem oddzielony. Nie ma zatem dwoistości, nie ma podziału na podmiot i przedmiot. Jak się patrzy z tego pustego miejsca na liść, który drży, to jest wrażenie, że ja nie widzę, jak liść drży, tylko to jest tak jakbym ja drżał, czy liść drżał, tak jakbym ja był tym liściem. Nie ma rozdzielenia. Nie ma rozdzielenia na podmiot i przedmiot. Ja nie widzę, jak liść drży, jest tylko drżenie. Ale jak się o tym mówi, to już jest właśnie projekcja. Wtedy to przestaje żyć. To jest kwestia doświadczenia. I to jest doświadczenie, które jest dostępne każdemu. Drogą do tego jest właśnie zazen. Czyli uczenie się rozpuszczania myśli, gdy się udaje dotrzeć uwagą do samego końca wydechu. Chociaż gdy się zaczyna trenować, to zwykle trzeba zrobić pewien wysiłek, żeby z uwagą zrobić wydech do samego końca. Natomiast Roshi Suzuki uczy, że wydech powinien być łagodny i swobodny. Czyli, jeżeli jest tak, że nie możemy zrobić wydechu do samego końca, to lepiej jest świadomie wydychać do tego miejsca, do którego można. Jeżeli to się robi świadomie, to z czasem wydech się pogłębia i z czasem można dojść coraz głębiej, aż się dochodzi do miejsca na końcu wydechu czy tuż poza końcem, gdzie nie ma myśli, jest cicho, spokojnie, przestrzennie.

Komentarz: A ja mam pytanie, a czym w takim razie jest wdech?

Kuun: Jak wydycham to znikam. Jest mnie coraz mniej, coraz mniej, coraz mniej i potem z tego miejsca na końcu wydechu wyłania się wdech. I to jest jakby cud, nie trzeba nic robić, nie trzeba wdychać, wdech pojawia się sam. I miarę jak się pojawia wdech, to ja się pojawiam na nowo, pojawiam się odświeżony, odnowiony. Wychodzę z tego pustego miejsca na nowo i znowu jestem. To, że znikam, że mnie nie ma na końcu wydechu nie znaczy, że fizycznie znikam, ja nadal jestem, można mnie uszczypnąć i krzyknę, ale nie ma Ja, które myśli, że to jestem Ja, nie ma myśli, nie ma pojęcia Ja. I potem właśnie z wdechem ono się pojawia. Suzuki Roshi opowiada, że z wydechem umiera małe Ja i rodzi się duże Ja. I ciągle i ciągle na nowo. I w miarę jak się to robi, to się zaczyna przenosić do życia. Już nie dzieje się tylko w zazen. W różnych momentach w ciągu dnia oddech przypomina o sobie. Robi się coś i nagle słyszy się swój oddech. Jeżeli trenujemy takie oddychanie w zazen, to potem oddech sam nam o sobie przypomina, jak gdyby puka do naszych drzwi i wtedy można zrobić wydech do końca, rozejrzeć się i nagle wszystko wygląda inaczej. Roshi Suzuki mówił, że jesteśmy cały czas zamieszani, rozrywani różnymi emocjami, myślami, jesteśmy zagonieni, przestraszeni, ale jak się rozejrzymy, to zobaczymy, że przyroda, niebo, wiatr, światło, kolory, całe to tło pozostaje spokojnie, nieporuszone i harmonijne. I wtedy można z wydechem połączyć się z tym tłem. To może koić, gdy jesteśmy w stanie zamieszania czy wzburzenia, czy przestraszenia, czy nieświadomości.

 Stan nieoddzielenia, kiedy jesteśmy bezpośrednio w doświadczeniu rzeczywistości, wtedy tak jak mówi Roshi wszystko ma jednakową wartość. Czyli nie ma rozróżniania. Jedziemy na przykład rano do pracy i patrzymy przez okno i myślimy: jaki brzydki dzień, siąpi, jest szaro, zimno, ponuro. Ale jeżeli zrobimy wydech do końca, to gdy się rozejrzymy, to są chmury na niebie, jest dosyć szaro, wiatr wieje liśćmi… To przestaje być brzydki dzień, staje się takim jakim jest. I stąd jest to powiedzenie: każdy dzień jest dobrym dniem. Ono się wywodzi z dialogu uczniów z mistrzem zen Unmonem. Pytali go, jak mu minęło ostatnich 15 dni. I on im na to odpowiedział: „ja nie pytam jakie były ostatnie 15 dni, pytam was, jakie będą następne 15 dni”. Nikt nie potrafił odpowiedzieć. I na to Unmon: „każdy dzień jest dobrym dniem”.

 Jeżeli życie wyrasta z zazen, jego podstawą czy gruntem jest zazen, to wtedy się zmienia sposób życia. Czasem się zmienia, czasem się nie zmienia, ale może się zmienić. Czyli, że ci, którzy praktykują często są życzliwi ludziom, aczkolwiek nie zawsze. Jest znane powiedzenie Chgyama Trungpy, że medytacja to nie wakacje od irytacji. Jednak często odnoszą się z szacunkiem do innych, do rzeczy i do ludzi… Praktykujący medytację mają skłonność do bycia odpowiedzialnymi czy responsywnymi w stosunku do świata. Mieliśmy ostatnio różnicę zdań z Roshim. Roshi był niezadowolony, że my w naszej sandze angażujemy się społecznie, że, na przykład, prowadzimy „Ciszę dla klimatu”. Roshi sugerował, że nie powinniśmy się angażować, tylko koncentrować się na zazen. Odpisałem Roshiemu, że robimy to, czego on nas uczył, demonstrując swoje społeczne zaangażowanie. Po masakrze na Tiananmen Square Roshi szedł w czołówce pochodu solidarności z mordowanymi studentami. Napisał w ważnej społecznej sprawie list, wezwanie do prezydenta Baracka Obamy. Razem z Roshim Glasmanem uczestniczył w medytacji dla pokoju w Auschwitz.

 I jeszcze à propos przenoszenia praktyki do życia. Roshi Suzuki przytacza sytuację, gdy żona pyta męża czy nie chciałby, żeby mu podała filiżankę herbaty i on się obrusza: „nie, ja teraz czytam, nie przeszkadzaj”. Dla Roshiego to przykład postawy nie zen. Postawa, życie zen brzmiałoby tak: „oczywiście, chętnie napije się z tobą herbaty” i potem wróciłby do czytania. Chodzi o responsywność. Praktyka zen nie polega na izolacji czy oddzieleniu od świata, wprost przeciwnie na byciu responsywnym, odpowiadaniu na to, co rzeczywistość odsłania.

 Przeczytam jeszcze wiersz Roshiego Suzukiego. Na dwóch z czterech ango, które prowadziłem ten wiersz był moim motto. Wtedy właściwie nie rozumiałem go, ale był dla mnie ważny, skoro dwa razy wybrałem go na temat ango.

DON’T MOVE.
JUST DIE…
OVER AND OVER.

DON’T ANTICIPATE.
NOTHING CAN SAVE YOU NOW
BECAUSE YOU HAVE
ONLY THIS MOMENT

NOT EVEN ENLIGHTEMENT
WILL SAVE YOU NOW
BECAUSE THERE WILL BE
NO OTHER MOMENTS.

WITH NO FUTURE
BE TRUE TO YOURSELF
AND EXPRESS YOURSEL
FULY.

DON’T MOVE


NIE PORUSZAJ SIĘ.
TYLKO UMIERAJ…
CIĄGLE I CIĄGLE.

NIE PRZEWIDUJ.
IC CIĘ TERAZ NIE MOŻE ZBAWIĆ
ONIEWAŻ MASZ
TYLKO TĘ CHWILĘ.

AWET OŚWIECENIE
NIE ZBAWI CIĘ TERAZ
PONIEWAŻ NIE BĘDZIE
INNYCH CHWIL.

BEZ PRZYSZŁOŚCI
BĄDŹ PRAWDZIWY SOBIE
WYRAŻAJ SIEBIE
W PEŁNI

NIE PORUSZAJ SIĘ.

Macie pytania czy refleksje?

 Komentarz: Wiesz co, Jurku, ja mam i tak się bałam, czy to powiedzieć czy nie, ale to może niech to będzie początek rozmowy, bo ja już któryś raz prowadzę z tobą wewnętrzną dyskusję. Jak ty opowiadasz o swojej praktyce z wydechem, to mnie zawsze było bardzo trudno tak praktykować. I teraz zaczynam rozumieć, że to chyba było związane z lękiem. Jak próbuję o tym rozmawiać z Roshim, Roshi nie ma dla mnie odpowiedzi, nie bo dla Roshiego też to jest praktyka z wydechem. I oczywiście ja praktykuję z wydechem, ale nie jest to dla mnie takie łatwe jak dla Ciebie.

Kuun: Może inni najpierw się odnieście proszę, potem ja.

 Komentarz: Wiesz co, ja sobie przypominam, że na samym początku właśnie miałam problem z oddechem w praktyce Miałam wrażenie, że jak wypuszczę całe powietrze, to się uduszę i to budziło lęk. A z drugiej strony zdarzało się, że nie mogłam potem zrobić wdechu, czyli jakby wykonanie tego pełnego wydechu powodowało zatrzymanie oddechu na chwilę miałam wrażenie, że się duszę i fizycznie robiło mi się słabo. Nie wiem z czego to wynikało. Pewno był to lęk. Potem to minęło. Natomiast przypomniała mi się, że jak niedawno miałam wypadek, złamałam nogę, wysiadałam z pociągu, z SKM-ki i ześlizgnęła mi się stopa i noga wpadła między pociąg a peron. Upadłam i myślę, że to chyba szok wywołał taką reakcję, że oddech mi się zatrzymał. Jak upadłam, to tak jakby całe powietrze ze mnie wyszło i zrobiła się jakaś przerwa. To chyba było wywołane tym, że ja miałam świadomość, że mogę zginąć pod tym pociągiem, że on ruszy i po prostu stracę nogę albo życie. Gdy udało mi się w końcu wydostać, to była taka niesamowita ulga, że jednak żyję. Później zaczął dominować ból i miałam wrażenie, że stracę przytomność. I jakoś tak gdzieś wewnętrznie nie chciałam jej stracić i cała się skoncentrowałam na oddychaniu. Po prostu oddychałam maksymalnie głęboko. I wiecie co, to było strasznie dziwne, bo w pewnym momencie jakby wszystko się odsunęło ode mnie, dosłownie, włącznie z bólem, który wycofał się gdzieś na peryferie, tak jakby w ogóle był sam oddech, a nie było mnie. To była taka chwila, zanim doszłam do siebie. W międzyczasie wezwali pogotowie, przybiegł kierownik pociągu. Oddech sprawił, że nie straciłam przytomności i też, nie wiem, jak to wytłumaczyć, odszedł ból. Do tego stopnia, że potem jak mnie zapytali czy mnie coś boli, to powiedziałam, że nie. Nie wiem, to było dla mnie… No nie do wyjaśnienia, to co się stało, ale wiem, że miałam wybór albo stracić przytomność albo wejść całkowicie w oddech i to mnie utrzymało przy świadomości. To było dziwne, nie potrafię tego opisać. Gdzieś tam był ból, ale no tak jakby nie było osoby, którą to boli. Nie wiem, nawet nie jestem w stanie tego opisać. Ale na pewno ten oddech był czymś ważnym.

Kuun: Ja tak o opowiadam, ale mi wcale nie jest łatwiej praktykować z wydechem. Jak się siedzi w zazen, to się dzieje mnóstwo różnych rzeczy. Aczkolwiek dla mnie to się wiąże z nadzieją, że można to opisać, można zrobić. Natomiast lęk w tej sytuacji wydaje naturalny. Nie wiem czy aż trzeba sięgać do zaburzeń lękowych. Gdy Roshi Suzuki mówi: „Don’t move! Just die…”. Czy nie wieje grozą? Takie zaproszenie:” umieraj, ciągle i ciągle na nowo… Myślę, że większość ludzi właśnie nie wydycha do końca, bo to budzi lęk. Na końcu, jak mnie nie ma, to przestrasza. I dlatego do niedawna byłem taki radyklany, żeby się starać wydychać do końca, a teraz bardziej myślę o tym, żeby wydychać do tego miejsca, gdzie sam wydech dochodzi i żeby stopniowo pozwalać mu się pogłębiać czy dochodzić głębiej, ale nie robić tego za bardzo na siłę. Zmagam się ze sobą, wywieram na siebie presję – pcham się w coś, czego się boję i wtedy lęk się wzmaga. Ale, kiedy robi się to krok po kroku, to lęk maleje.

Natomiast à propos twojego opowiadania Kasiu, Roshi opowiadał, że jak miał wypadek samochodowy, to miał poczucie, że ma wybór – albo umrzeć, albo oddychać. Roshi Suzuki natomiast opowiadał o swoim przyjacielu, który miał atak serca i nie mógł nabrać powietrza, czyli się dusił. Roshi myślał, że gdyby ten przyjaciel mógł zrobić wydech do końca, właśnie do końca, to wtedy może udałoby mu się nabrać powietrza i nie udusiłby się.

Jak wydycham jest mnie mniej, mniej, mniej i zaczynam walczyć o życie, żeby właśnie nie zniknąć. Kurczowo trzymam się życia. Roshi Suzuki mówił, że w ten sposób nie można ani żyć, ani umrzeć. Że żeby żyć, trzeba umrzeć. Nie możemy umrzeć z wydechem, nasze małe Ja nie może umrzeć i nie może narodzić się nasze duże Ja. Trzeba zejść w to miejsce, gdzie nie ma myśli i potem na nowo, na nowo się odrodzić. Tymczasem cały czas walczymy o przetrwanie, o niedopuszczenie do tego, żeby nie znikło nasze małe Ja, żeby nie odkryć, że go nie ma, że jest nierzeczywiste. Projekcje temu służą, jeżeli widzimy świat poprzez pryzmat naszych projekcji, koncepcji, nazw, pojęć, to budujemy swoje Ja. Tworzymy świat, z którym na co dzień obcujemy.

Ja rozpuszcza się w zazen.