Po wiosennym sesshin – zdjęcia oraz refleksje uczestników

Wiosenne sesshin 2024 odbyło się w dniach 13 – 20.04. w siedzibie Fundacji Kannon, czyli warszawskim zendo na ul. Wilczej 27b. Praktyka skupiała się głównie wokół szycia rakusu oraz okes – szat dla osób świeckich oraz mnichów i mniszek. Były też wspaniałe mowy Jacka Joshina oraz mistrza zen Ujiego Markiewicza. Uczestnicy przyjechali z różnych zakątków Polski m.in z Wrocławia, Kielc, Trójmiasta, Zielonej Góry, Poznania. Dziękujemy prowadzącym oraz organizatorom. Oby zasługi płynące z tego odosobnienia przeniknęły do każdej rzeczy i każdego miejsca!

Deszcz pada , a ja nie mam miski”… – to jest  koan, który narodził się z mojego indywidualnego życia, wiele lat temu.  Dzięki temu trafiłam do Sanghi, na pierwszy dokusan do Roshiego Ujiego, gdyż cierpiałam, bo nie umiałam się dzielić swoim doświadczeniem, bo było „tylko moje” i nie umiałam go przekazać, bo to jest poza słowami. To sesshin z praktyką Szycia raksu, jest dla mnie ważne bo mogę dzielić się tradycją i ponadosobistą praktyką. Jestem wzruszona i szczęśliwa i bardzo Wam Wszystkim dziękuję za Wasz trud, obecność, wsparcie, humor, i skupienie i wspólny wysiłek .

Aga P.

po cóż
przyjeżdżać wiosną
na sessin?
Wejść
w niewygodę,
w wietrzny,
szary beton.
Żeby doświadczyć,
jak
z trzaskiem
odpada
kora
starych przyzwyczajeń
i nawyków.

Aga D.

To było dla mnie pierwsze odosobnienie gdzie podstawową praktyką było działanie – szycie. Umysł nie był tak skoncentrowany i wyciszony jak w praktyce siedzącej natomiast spontanicznie ten umysł czasami rozpuszczał się pomiędzy przeciąganiem igły przez materiał podczas zszywania kolejnych kawałków raksu czy okesy. To były momenty zapomnienia i radości, kiedy smak prawdziwej natury był tak wyczuwalny na języku. Podobnie wyczuwalne było poczucie wspólnoty obcych sobie ludzi, którzy codziennie poświęcali swój czas i energię, aby dotrzeć do siebie samych a jednocześnie pozwolić na rozpuszczenie wszystkich nakładek nazywanych osobowością, kulturą i ego. Dziękuję za to doświadczenie i wspólną obecność.

Paulina

Było i trudno i inspirująco. Znowu razem w praktyce, wszystko na swoim
miejscu, „Bez początku, bez końca”. Chłód na zewnątrz po okresie
wiosennego ocieplenia źle znosiłem. Szycie zdominowało sesshin.
„Manufaktura Dharmy” jak to nazwał Wojtek. Ludzie pojawiali się jedni
na chwilę, inni na dłużej. Podobnie ja. Brakowało mi wspólnego zazen w
ciągu dnia (na przykład przed obiadem i kolacją, tak jak jest na ango).
Odkryłem fascynujące albumy sanghowe ze zdjęciami sprzed lat.
Miałem też swój Tofu Day – dzień w którym wyjadałem znalezione w
lodówce zapasy tofu, a na kolację Kasia – tenzo przygotowała smaczne
tofu. Kiedy po posiłku podszedłem do półek z książkami, na grzbiecie
jednej z nich zobaczyłem tytuł: ”The Life and Letters of Tofu Roshi”.

Krzysiek F.